Wpis

środa, 26 października 2011

Zawód projektant - najwięksi klasycy wzornictwa

Jak mawiał profesor Lisowski, taki gość od projektowania przemysłowego - "projektant to ktoś, kto zna się na wszystkim i na niczym". To oczywiste, że powinien być lepszy od wszystkich "House'ów" w szpitalu, który projektuje, choć nikogo nie uzdrowi. Pogrzebmy więc może w historii, który z nich był najbardziej natchnionym dyletantem.

Fundamentem wszystkiego jest byt, czyli to co zostało zapisane (od papieru po genom). Niestety z przełomowego okresu historii designu - paleolitu, zostały głównie nasze geny. W nich zapisało się, że populacja, to 97% odtwórców, myślących stereotypami i 3% zdolnych do kreatywności. Z tych 3% tylko nikły odsetek, kieruje się w życiu twórczym intelektem. Z tego widać jak ciężkie i płodne inaczej jest życie designera i jak rzadki to gatunek. W neolicie było podobnie.

Dopiero wynalazek pisma, pozwala nam ustalić jakieś personalia. Niestety, ten co je wymyślił, zapomniał się podpisać. Na glinianych tabliczkach same nazwiska dłużników, kwity i podatki. Pierwsze wzmianki o genialnych budowniczych pojawiają się bodaj w Egipcie. Zapomnijmy o nich. Projektowanie nagrobkowe jest zbyt przygnębiające. Chińczycy, którzy podobno wszystko pierwsi, też lubowali się w grobowcach, a ich projektantów zabierali w zaświaty z możnowładcą jako wyraz najwyższego uznania.

Fenomenem starożytności okazali się Grecy - wtedy banda konkurujących z sobą indywidualistów. Z najpłodniejszego, archaicznego okresu jej historii, znamy mega-designera Daidalosa. Nadpobudliwy ów emigrant, projektował artefakty kultury minojskiej, które do dziś emanują swoją świeżością i nowoczesnością, Zasłynął jako gość od wszystkiego na dworze króla Minosa. Uszczęśliwiał nawet zbyczoną królową, potem dogadzał jej pomiotowi - transgenicznej hybrydzie. Wkrótce za dużo wiedział. Pewnie podzieliłby los setek projektantów, którzy też za dużo wiedzieli, ale on wiedział jeszcze więcej z racji szerokich zainteresowań techniką lotniczą. Czmychnął więc górą zawczasu. (jego syn prawdopodobnie padł ofiarą sztucznej mgły, spisku kontrolerów lotu lub jeszcze kilku przyczyn - stopiony wosk to lipa).

W sferze designu, Dedalowie dali nam jeszcze:

  • Polis, czyli nowoczesną urbanistykę.
  • Geometrię projektową - moduł złotego podziału.
  • Pojęcie harmonii i kanony piękna.
  • Style, mody itp.

Rzymianie byli już cieniem Greków. Okazali się niezwykle sprawnymi kanalarzami, mistrzami infrastruktury i projektantami sportowymi, ale szambo nas to obchodzi, a kibole to margines. (drogi wprawdzie mamy gorsze, ale jakie stadiony!) Rzym, zachodnie ucieleśnienie starożytności i jego wschodni odpowiednik - Chiny, padły ofiarą skuteczniejszego designu. Swoista "minimal art", wywodząca się jeszcze z paleolitu pozwalała ludom koczowniczym na niebywałą mobilność, a kreatywne podejście na pokonywanie wszystkiego. Attyla, Czingisi, Timurowie - mistrzowie logistyki, czerpali z wzorców opartych o doskonałość funkcjonalną (minimum masy, maksimum bytu). Jurta w troki i w drogę.

Początkowo romańska nowożytność przeistoczyła się w eksplozję gotycką. Urodziła się klasa niesamowitych projektantów zwanych mularzami, muratorami i baumeistrami. Ich katedry, to arcydzieła techniki. Stopień śmiałości konstrukcyjnej jaki osiągnęli zadziwia do dziś. Gotyk to styl, który nigdy nie przestał być żywy. Barok, renesans, klasycyzm wypadały z mody, zamierały. Natomiast ten zachował ciągłość na Wyspach Brytyjskich i trwa do dziś (a mularze na dolarze). Projektanci średniowiecza stali się potem wolnymi mularzami, doprowadzając Europę i Amerykę do fermentu. Może słusznie władcy tępili zbyt kreatywnych osobników. Niestety ta klasa społeczna lubiła anonimowość i trudno znaleźć jakiegoś reprezentanta. Znamy oczywiście parę nazwisk ówczesnych geniuszy. Nazwijmy ich hurtem: Mistrz Naumburski. Szkoda, że pracowali głównie "ad maiorem Dei gloriam" lub knuli cichaczem.

Renesans - prawdziwie ciemna epoka wojen, zarazy i fanatyzmu, obfitował we Włoskich geniuszy. Bodaj najsławniejszymi byli Leonardo da Vinci, który stał się symbolem projektowania i kreatywności wręcz nieumiarkowanej, oraz pracowity kamieniarz Michelangelo Buonarroti. Rzeczywiście z rysunków Leonarda widać, że był wulkanem intuicji konstrukcyjnej - "człowiekiem renesansu" (może jedynym?). Niewiele zrobił, lecz inspirował i inspiruje pokolenia. Bardziej cenię po owocach Andreę Palladia, lecz szuflada Leonarda, każe traktować go, jako jednego z największych w dziejach. Michał Anioł natomiast, choć wolał panów nagich, zasłynął jako kreator męskiej haute couture, acz gwardziści szwajcarscy mówią, że to tylko legenda.

Po renesansie przyszła mała epoka lodowcowa - wieki spokoju, stagnacji, umiarkowania, sentymentalizmu za starożytnością. Coś się tam działo w ogrodach angielskich, coś skrzypiało w alkowach, kwitła muzyka i matematyka. Dopiero maszyna pana Guillotin, twórczo zastosowana podczas rewolucji francuskiej, inspirowanej przez mularzy zamieszała w tym siole, a peruki wyszły z mody jak nożem odciął. Nadszedł wiek fermentu i wynalazków technicznych, ciepła epoka kowalstwa - XIX stulecie. Jej tytanem był anglo-francuski inżynier Isambard Kingdom Brunel. Most Clifton Bridge, to zapowiedź designu nadchodzącej ery przemysłowej. Gdyby Brunel był jeszcze poleciał, byłby Dedalem świata maszyn. Nawet jego most jest trochę minojski. Bóg steampunku

Z drugiej strony oceanu, powstała odrobinę eklektyczna, choć już nowoczesna Szkoła chicagowska, a Louis Sullivan zaczął stalowym szkieletem drapać chmury. To był przełom z Nowego Świata. W biurze projektowym Sullivana objawił się talent jednego z gigantów - Franka Lloyda Wrighta. Stara Europa też zasługuje na skromną uwagę dziełami odlecianego katalońskiego secesjonisty Antonio Gaudiego. Ten fanatyk form organicznych lał beton w sposób mistrzowski, sadząc swoje wielkie kukurydze i tłukł fajans na szczęście pięknych ogrodów Barcelony.

Wiek XIX, XX i XXI, to czas licznych herosów designu. Cechą szczególną tego okresu jest poczęcie pierwszego stylu światowego, ambitnie nazwanego nowoczesnym. Modernizm, to takie połączenie architektury minojskiej z japońską. Gdyby miłośnicy kwiatu wiśni stosowali płaskie dachy, to nic by ich nie odróżniało od awangardy XX w. Ich tatami jest wg mnie klasyką klasyki wzornictwa.

Moim zdaniem - piękno jest iloczynem kartezjańskim przestrzeni, komplementarnych wzajemną doskonałością.
(... i wszystko jasne). Z tej definicji wynikają dwie główne drogi projektowania: Opozycyjna i harmonijna - oraz ich dalsze kompilacje np.: Opozycja w harmonii i harmonia w opozycji. Postrzegam dwa nurty współczesności: Wybijający się z tła - MODERNISTYCZNY i harmonizujący z otoczeniem - ORGANICZNY, które się oczywiście czasem mieszają - kompilują. Pierwszą bowiem odpowiedzią projektową, jest stosunek dzieła do kontekstu, potem dopiero jego wewnętrzna poetyka.

http://thevinylvillage.wordpress.com

Prawdziwy Mackintosh mod. 1900 - tron dla moderny od Arts and Crafts

Współczesność dizajnerska to klomb (z ang. clump) z dwóch drzew, zasianych min. przez Brunela i Arts & crafts. Pierwszy pień modernistyczny wyrasta ze Szkoły Chicagowskiej. Od początku wyraziście odznacza się na tle historycznego, lub historyzującego otoczenia, albo krajobrazu czystej przyrody. Oto pare jego konarów:

Bauhaus - Gropius, Mies van der Rohe. "less is more" Słynna szkoła projektowania i wzornictwa. Miała ogromny wpływ na wszelkie gałęzie współczesnej sztuki projektowej. Mimo niemieckich korzeni, przeszła z honorem przez wiek XX - nielubiana przez faszystów i stalinistów.
Uwielbiam Miesa van der Rohe. Nieprawdopodobnie wysmakowana estetyka, genialne poglądy. To bez wątpienia kandydat na projektanta wszech czasów.


Szpitalna sterylność Miesa. "b" jak Bauhaus.

Klasyczny (światowy) modernizm, Corbusieryzm. Charles-Édouard Jeanneret-Gris wielki był. Może to modernista wszech czasów. Mega projektant. Nawet, gdy sadził te niby organiczne betonowe pieczarki takie jak kaplica Ronchamp, był silnie kontrastowy. Człowiek niezwykle wszechstronny. Ikona. Klasyczny do bólu i złoty w podziale. W tym nurcie robili np.: Paulo Mendes da Rocha, Mies van der Rohe, Philip Johnson, Eduardo Souto de Moura, Christian de Portzamparc, Gordon Bunshaft, Richard Meier


Le Corbusierek

Modernizm ideowy i kosmiczny - Oskar Niemeyer. Le Corbusiera jako mega urbanistę też można wsadzić w te tory, choć niesłusznie jest kojarzony z komunistycznym blokowiskiem. Przerost treści nad formą i v.v. Brasilia, nazbyt dosłowny przykład anty-dżungli oraz megalomanii. Równie ideowy, choć nie komunistyczny, lecz islamistyczny jest obecnie Dubai. Kompleks kompleksów.

Art-deco - gotycko-romański modernizm, momentami fajny choć pretensjonalny, trochę taki nieokrzesany postmodernizm. Streamline - Elvis żyje!

Futuryzm - czerwonizm, brązowizm, buryzm. Konstruktywizm - ruskie bazgroły. Jak to jednak bazgroły potrafią zmienić świat. Wpływ tych tragicznych ruchów w sztuce na rzeczywistość był nieoceniony. Tragiczny, gdyż demony ciemnej strony dizajnu, tacy jak Adolf H. i Josif D. wdeptywali futurystów i konstruktywistów w błoto, czasem nazbyt dosłownie.

De Stijl - śliczny, niepraktyczny, modernizm romantyczny i malarski.

http://mfresnillo.blogspot.com/2008/03/architecture-and-avant-garde.html

Czasem boli siedzenie od patrzenia na dizajn


Godzilla-modernizm, metabolizm, Fumihiko Maki, Kenzo Tange & ska. Japońska Fuji Yama dizajnu. Ostry wobec otoczenia jak samurajski miecz.

High-tech: Eiffel, Fuller, Richard Rogers, Ieoh Ming Pei. Najlepiej wychodzi w wieżach i wiaduktach. Millau Viaduct Michel Virlogeux/Norman Foster - poezja techno.

Postmodernizm "less is bore" - Kevin Roche, Ricardo Bofill, Mario Botta, Robert Venturi, Philip Johnson, Aldo Rossi, Hans Hollein.
Modern barok i polistyl. Nie zawsze jest dobry, ale prawie zawsze irytujący, momentami niebanalnie.

Frank Schreiner (for Stiletto Studios), ‘Consumer’s Rest’ chair, 1990 © V&A Images

Esencja zasiedziałego postmodernizmu. Frank Schreiner

Dekonstruktywizm: F. Gehry, Rem Koolhaas, Thom Mayne. Mocniej powalony (sensu stricte), ale mniej irytujący postmodernizm. Osobiście uwielbiam tego korzeniami naszego Żyda, Ephraima Goldberga. Frank Gehry to TNT designu, Palladio teraźniejszości.

 

Frank Gehry krzesło z korzeniami

Drugim drzewem współczesności, jest według mnie pień projektowania organicznego, opartego o harmonizowanie z otoczeniem, lub będącego różnorodnym nawiązaniem do form naturalnych. Znajduje takie jego konary jak:


Szkoła amsterdamska, Michel de Klerk. Nowoczesność, która nie narusza hollenderstwa - cukierka jakim są Niderlandy.

Regionalizm klasyczny, Witkiewicz. Tak, wreszcie jakiegoś Polaka wymienię! Nie przez nepotyzm. On rzeczywiście był gigantem w skali światowej w projektowaniu rustykalno-regionalnym. Zakopianizm to jeden z najbardziej udanych stylów małych ojczyzn (za to, Zakopane nieudane).

Regionalizm krytyczny, chce dizajnerzyć nowocześnie i zgodnie z duchem miejsca. Posiada więc wiele rytów np.:

  • Skandynawski: Alvar Aalto, Jorn Utzon, Sverre Fehn, Tegnestuen Vandkunsten.
  • Śródziemnomorski: Mario Botta, Rafael Moneo, Álvaro Siza, Luis Barragán, Rogelio Salmona.
  • Indyjski: Raj Rewal.
  • Australijski: Glen Murcutt
  • Amerykański; Frank Lloyd Wright.
  • Japoński; Arata Isozaki,Tadao Andō.
  • Alpejski; Peter Zumthor

Itd. Dużo w tym gronie klasyków modernizmu, a postmoderniści z tych mniej irytujących.


Kazuyo Sejima taborecik - taki kobiecy i japoński

Organiczna klasyka: Aalto, Wright, Makovecz, Renzo Piano, James Stirling, Norman Foster, Herzog & de Meuron, Zaha Hadid, Jean Nouvel, Kazuyo Sejima, Steven Holl. Taki trochę regionalizm, tak krytyczny, że już nie regionalny a światowy. To mocny konar współczesnego drzewa projektantów.

Eko, zielone nurty. Powrót do domów krytych darnią. Wracamy do estetyki paleolitu, naśladujemy statki kosmiczne z panelami słonecznymi i nie walczymy z wiatrakami. Recykling wskazany. Oszczędność na miejscu. Wg mnie to siewka przyszłości. Trzecie drzewo (na razie krzew, pnącze) do klombu współczesnego designu. Nadchodzi zielone Tsunami. W tym duchu już robią np.: Stefano Boeri, Renzo Piano, BNKR Arquitectura, HTDSTUDIO, CKdesignworks, Simon Dale.


Dyzajnerski eko-stołek.

Z całego grona wielkich modernistów i tych organicznych, za największego projektanta uważam Fina - ALVARA AALTO i chyba Frank Gehry by się ze mną zgodził. Wstrzemięźliwość, skromność, bezpretensjonalność, niebanalna prostota i bezgraniczna funkcjonalność. On z nich wszystkich jest najmniej obciążony, stylem i modą. Nie narzuca się. Odpowiada na zadanie projektowe głęboką wrażliwością - sobą. Jest, a zarazem go niema.


Alvar Aalto - może to stołek wszech czasów

Gdybym miał odpowiedzieć na pytanie o projektanta wszech czasów, biorąc pod uwagę przeszłość i teraźniejszość, pewnie wahałbym się między Dedalem a Aalto, ale przecież trzeba uwzględnić też przyszłość! - To może Bilbo Baggins, albo Simon Dale?

To mając na uwadze wyznam zupełnie szczerze, że wg mnie, to ja jestem tymże. Być może nie mogę się pochwalić podobnie jak Leonardo zbyt wieloma artefaktami, lecz moja szuflada jest równie, a może nawet bardziej imponująca.
Pieśnią przyszłości będzie nie stołek, dom, czy miasto, lecz SOLVITAX - PODATEK OD NIEWYKORZYSTANEJ POWIERZCHNI OŚWIETLONEJ, gdyż zanim ludzkość zaczęła zaśmiecać ziemię, słońce dawało tam przeważnie życie. Ponieważ jednak piękno jest światłem ludzkiego bytu, obiekty uznane za prawdziwie dizajnerskie i wyjątkowo zabytkowe, będą zwolnione z opłat - ogrody na dachach i elewacjach, oraz panele słoneczne też. Tak wygląda mój projekt wszystkiego. Państwa, które go w sposób właściwy wcielą w życie, zapomną o kryzysie i bezrobociu. W zamian zamienią się w ogrody piękna.

Sympatyczny profesor doktor Wiktor Zin, generalny konserwator zabytków, w zadumie rzekł studentom: "Po artefaktach, tak jak po jerozolimskiej świątyni zostanie wkrótce pył i kupa kamieni. Litery Biblii przetrwały. Popatrzcie na ważkę. Od 300 milionów lat trwa niezmieniona - doskonała." Może więc jednak, to nie ja i nie inny facet, tylko kobieta jest projektantem wszech czasów? - Natura


Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
marudolf
Czas publikacji:
środa, 26 października 2011 10:25

Polecane wpisy